gits2

Od podstaw

Drukuj

rys str 8a

Dobiegał koniec 1992 roku. Pracowałam wtedy w redakcji ogólnopolskiej, wysokonakładowej i opiniotwórczej gazety „Nowy Świat” z siedzibą w Warszawie, która była wydawana przez spółkę Telegraf. Zajmowałam się reprywatyzacją i sprawami wsi oraz rolnictwa. Pracowałam w niej z satysfakcją, bo był to ciekawy, choć
bolesny dla wielu rolników, czas gruntownych przemian ustrojowych i gospodarczych, które objęły także polską wieś. Zapoczątkowały one wolny rynek a także odradzanie się samorządności lokalnej i zawodowej rolników.
Ale dalsze wychodzenie „Nowego Świata” stało wtedy pod znakiem zapytania. A znamionowało to m.in.
wielomiesięczne zaleganie pracownikom technicznym redakcji i nam dziennikarzom z wypłatami wynagrodzenia.
Tymczasem w Koninie działała, zarejestrowana w sądzie już od ponad roku, pierwsza w Polsce organizacja pozarządowa, która zrzeszała sołtysów. Nosiła nazwę Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Sołtysów Województwa Konińskiego i miała pomagać w budowie samorządności lokalnej w sołectwach i gminach oraz
inspirować ruch sołecki w innych regionach. Jego pierwszym prezesem Stowarzyszenia został Ryszard Papierkowski ze Smulska w Wielkopolsce, a prezesem honorowym Ireneusz Niewiarowski z Cząstkowa, inspirator integrowania się sołtysów, wywodzący się z „Solidarności” działacz opozycyjny, wówczas poseł. I to właśnie on zapytał mojego męża Zdzisława Iwanickiego, który wtedy relacjonował dla prasy z Sejmu pracę klubu poselskiego PSL Solidarność, redagował pismo o tej samej nazwie i od kilku lat współpracował z Redakcją Rolną Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa czy zna kogoś, kto by utworzył miesięcznik dla sołtysów i nim pokierował. Ta osoba musiała znać wieś i mieć wiedzę na temat samorządu lokalnego, a przy tym – doświadczenie w pracy dziennikarskiej. Zdzisław Iwanicki odpowiedział bez zastanowienia, że jako jedyna znana mu osoba spełniam te trzy kryteria.
Przyjęłam propozycję, choć zdawałam sobie sprawę, że będzie to praca od podstaw; bo stowarzyszenie nie dysponowało wtedy ani środkami finansowymi na start ani materialnymi, aby zorganizować znośne warunki do pracy redakcji. Nie było komputerów, a nawet zwykłych ręcznych maszyn do pisania, faksu, kopiarek, samochodu. Trzeba było organizować zespół i jednocześnie przygotować do druku pierwsze wydania miesięcznika.
W redakcji „Nowego Świata” złożyłam wymówienie na początku lutego 1993 r. Kilka dni potem dziennik przestał się ukazywać.
Całe Boże Narodzenie 1992 r. i dni urlopu poprzedzające nowy 1993 rok spędziliśmy obydwoje na katorżniczej pracy w naszym warszawskim mieszkaniu. Jeszcze bez angażu w Stowarzyszeniu skupiłam się nad przygotowaniem do druku pierwszego wydania „Gazety Sołeckiej”. A mąż – na opracowaniu pierwszej edycji rocznika „Poradnik radnego i sołtysa” (wówczas jeszcze pod nazwą „Kalendarz sołtysa”!). Sylwestrowy dzień i wieczór spędziliśmy na wytężonej pracy w składzie graficznym o wdzięcznej nazwie „Ewa”.
Pierwszy numer „Gazety Sołeckiej” w nakładzie 67 tys. egzemplarzy, w miękkich okładkach, w dwóch tylko kolorach: czerni, zieleni i w skromnej objętości 16 stron ukazał się z datą 1–31 stycznia 1993 r. Zawierał m.in. przesłanie od Ireneusza Niewiarowskiego, w którym zapowiadał, że czasopismo nie będzie areną walki politycznej, ale nie będzie unikać trudnych spraw, tylko ma ambicję służenia informacją i wskazówką wszystkim sołtysom, członkom rad sołeckich, radom gmin i wójtom. Miało towarzyszyć liderom wiejskim w trudnym procesie dostosowywania się wsi do przemian wolnorynkowych. Miało być też przewodnikiem sołtysów, pomocnym w zrozumieniu przepisów prawnych i posługiwaniu się nimi w codziennym życiu oraz wsparciem w organizowaniu przedsięwzięć służących mieszkańcom.
I zgodnie z zapowiedzią pierwszy numer zawierał teksty o perypetiach wiejskich komitetów budowy gazyfikacji, porady prawne dla sołectw i rolników, informacje praktyczne o kredytach i pożyczkach na budowę telefonizacji, gazociągów, wodociągów na wsi i wywiad. Przeprowadziłam go z jednym z twórców reformy ustrojowej państwa, śp. prof. Michałem Kuleszą nt. rozpoczętej wtedy reformy samorządowej w Polsce pod wymownym tytułem „Od państwa biurokratycznego do obywatelskiego”. Prof. Michała Kuleszę poznałam jesienią 1989 r. w Senacie, gdzie protokołowałam obrady zespołu roboczego, który przygotowywał ustawy samorządowe z Jego udziałem a także z udziałem śp. prof. Jerzego Regulskiego i późniejszego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzego Stępnia. Redakcja potem niejeden raz korzystała z ich życzliwego wsparcia, podpowiedzi i rad oraz w przypadku Michała Kuleszy z bezpłatnych… ustnych porad prawnych. W kolejnym numerze zamieściliśmy wywiad z Lechem Kaczyńskim – wówczas prezesem NIK i posłem Piotrem Foglerem nt. tego czy samorządy gminne powinny być poddane kontroli NIK i z Adamem Tańskim prezesem Agencji Własności Rolnej SP pt. „Dla kogo ziemia?”. Były porady prawne, reportaże i formularz dla rolników ubiegających się w Fundacji Rolniczej im. kard. J. Glempa o pożyczkę z programu rozwoju małej przedsiębiorczości na wsi. Cały nakład drukowany był najpierw pod Warszawą i pakowany oraz wysyłany do adresatów w pierwszym skromnym lokalu redakcyjnym przy ulicy Chmielnej, w centrum stolicy. Druk został przeniesiony do Konina staraniem Ireneusza Niewiarowskiego, z uwagi na niższe ceny. Do tej pory to tam odbywa się pakowanie pisma i wysyłka dla adresatów. Początkowo wszystkie urzędy gmin w całej Polsce otrzymywały miesięcznik za darmo dla każdego swojego sołtysa. Stowarzyszenie wysyłało go też bezpłatnie instytucjom pracującym na rzecz wsi i organizacjom wiejskim, wśród nich gminnym spółdzielniom „SCh”. Potem galopada cen na rynku papieru zmusiła naszego wydawcę do wprowadzenia prenumeraty, za którą odpowiedzialny jest w Koninie Ryszard Bilski. I tak już zostało; redakcja, choć przez 25 lat kilka razy zmieniała siedzibę, to mieści się wciąż w Warszawie. A prenumerata i wysyłka „Gazety Sołeckiej” oraz Poradnika do adresatów a także księgowość (to też od ćwierć wieku domena Aleksandry Lewandowskiej-Robak) – w Koninie!
Od pierwszego numeru stałą współpracę z naszą redakcją podjął dr. Kazimierz Stróżczyk, jeden z najwybitniejszych wtedy znawców prawa rolnego w Polsce, zatrudniony w Senacie i związany z ówczesną SGGW. Niestety zginął kilka lat później w wypadku samochodowym. Potem starali się go zastąpić inni prawnicy, m.in. Bogdan Skwarka, Danuta Cimaszewska, Krzysztof Koziczyński.
Winietę nawiązującą do ręcznego pisma w zeszytach szkolnych, projekt graficzny „Gazety Sołeckiej” i rysunki przygotował śp. Józef Kaczmarczyk. Był to znakomity rysownik i satyryk, absolwent krakowskiej ASP, przez wiele lat pracujący dla „Szpilek” szarmancki, serdeczny człowiek z rzadkim dziś poczuciem subtelnego humoru. Poznałam Go w redakcji „Nowego Świata”. Zaoferował pomoc, którą z wdzięcznością przyjęłam i korzystałam z niej przez kolejnych kilkanaście lat, aż do kresu życia Pana Józefa. Redakcja do dziś zresztą czerpie z Jego nieocenionych wskazówek technicznych i graficznych; po 25 latach nadal korzystamy np. z tych samych opracowanych przez niego makiet i winiet dla stałych rubryk. Także to On był pomysłodawcą konkursu Sołtys Roku oraz zamieszczania zdjęć jego laureatek i laureatów na okładkach naszego miesięcznika. On przygotowywał projekt graficzny kolejnych wydań „Poradnika radnego i sołtysa”, do naszego specjalnego wydania, tj. biblioteczki unijnej i innych wydawnictw okazjonalnych związanych z integracją z UE oraz zabawne rysunki.
Przez kilka pierwszych miesięcy wychodziliśmy z redakcji obydwoje późnym wieczorem: Pan Józef i ja. W 1993 roku dołączyła do nas na stałe Ewa Korzuchowska i Grażyna Kaniewska, a pięć lat potem Renata Gilert-Gutt, które wraz z Izabelą Staroszczyk, odpowiedzialną za korektę i poprawę stylu tekstów, należą do trzonu redakcji. Na stałe zatrudniona była też w dziale promocji przedwcześnie zmarła Barbara Dobrzyńska. Ale nie zapominamy o niej; od wielu lat co miesiąc pisze dla nas teksty o popularnych aktorach Jej syn Rafał Dajbor. Do 2009 r. wspierał redakcję pracą organizacyjną też Zdzisław Iwanicki, który od dwóch lat znowu z nami współpracuje; tym razem jako dziennikarz.
Pracowali dla nas przez kilka lat dziennikarze: Grzegorz Szostak, Agnieszka Serbeńska, Maria Weber, Andrzej
Kaczorowski, Kaja Bogomilska. Stałym współpracownikiem specjalizującym się opisywaniu najciekawszych wsi polskich jest od kilku lat Jerzy Ostrowski. A małymi szkołami wiejskimi zagrożonymi upadkiem i reaktywowanymi przez stowarzyszenia zajmuje się Elżbieta Tomaszewska. Z młodego pokolenia od wielu lat miesiąc w miesiąc kolumny na temat ekologii wypełnia Agnieszka Kaniewska. Współpracowali z redakcją Katarzyna Korzuchowska-Kowalska, Karolina Ostrowska, Hubert Iwanicki i aż dwie dekady tragicznie zmarły w czerwcu 2017 r. w wieku zaledwie 39 lat fotoreporter, absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej, Michał Koziczyński, a comiesięczne korespondencje z Kanady słała Sylwia Iwanicka (zastąpił ją potem Andrzej Hiliński).
Porady prawne do każdego wydania opracowuje dla nas Paweł Puch z Rzeszowa, a okazjonalnie mec. Rafał Trykozko z Białegostoku, najlepszy w Polsce znawca funduszy sołeckich.
Z roku na rok zwiększało się grono naszych współpracowników terenowych. Wśród nich od 1994 roku jeszcze do br. pisała do nas stale nt. białych plam w najnowszej historii Polski, dawnych działaczy ludowych i życia na wsi polskiej w dwudziestoleciu międzywojennym, w czasie i po II wojnie światowej dziś 96-letnia Lucyna Janikowa, współzałożycielka Stowarzyszenia Fundusz Stypendialny dla Młodzieży Wiejskiej im. A. Bąkowskiej, wielce zasłużona dla edukacji i oświaty na wsi, laureatka Kryształowej Koniczyny i innych zaszczytnych tytułów oraz odznaczeń.
Relacje z życia stowarzyszeń sołtysów i swojej codziennej działalności przysyłali regularnie utalentowana literacko śp. Anna Białek oraz niezawodny Franciszek Sztuka.
Do grona wieloletnich nieocenionych współpracowników terenowych, który są lub byli sołtysami należą: Andrzej Wawrzyniak, Piotr Kłobuch, Grażyna Jałgos-Dębska, Maja Winiarska-Czajkowska i Stanisław Lawera. Relacjonują oni trudności i bariery w codziennej działalności oraz sygnalizują niedostatki w usytuowaniu prawnym sołectw, radzą innym sołtysom, podpowiadają i dzielą się sukcesami w swojej działalności.
To oni sprawiają, że pismo jest żywe i mają trudny do przecenienia wkład w edukowanie i inspirowanie dobrymi praktykami do większej kreatywności wielotysięcznej rzeszy polskich sołtysek i sołtysów.
Redakcja nie ograniczyła się do redagowania „Gazety Sołeckiej”. Podejmowaliśmy inne przedsięwzięcia: szkoleniowe, edukacyjne, wydawnicze, które miały przygotować mieszkańców wsi do integracji Polski z Unią Europejską, a naszego rolnictwa z unijnym. W naszej redakcji zawiązało się Stowarzyszenie Sołtysi Mazowsza. Wymyśliliśmy kilka konkursów wśród nich już mający 15 lat „Sołtys Roku”.
Przez 2 lata do 2008 r. braliśmy udział wraz z Fundacją Rozwoju Demokracji Lokalnej w projekcie, który objął aż 4 województwa i pomagał rozwijać skrzydła w działalności sołtyskom i innym liderkom wiejskim. Wspólnie z działaczkami lokalnymi i sołtyskami z Mazowsza realizowaliśmy potem nie tylko w tym regionie inne projekty, które miały uczyć sołtysów działania metodą projektową. Współpracowaliśmy z wieloma innymi renomowanymi organizacjami i fundacjami. Uczestniczyliśmy też w opracowaniu wydawnictw, które pomagały zrozumieć sołtysom, członkom rad sołeckich, radnym gminnym i urzędnikom mechanizm funduszu sołeckiego i korzystać z niego z pożytkiem dla mieszkańców i rozwoju sołectwa oraz gminy. Redakcja przeprowadziła też wiele bezpłatnych jednodniowych szkoleń nt. funduszu sołeckiego na terenie Mazowsza, o których nawet nie wzmiankowaliśmy na naszych łamach.
Mam nadzieję, że przez minione ćwierć wieku „Gazeta Sołecka” była cegiełką w budowie samorządu lokalnego w Polsce i że mamy swój skromny udział w przygotowaniu mieszkańców wsi do wyzwań związanych z wolnym rynkiem i integracją z Unią Europejską.


Joanna Iwanicka